Dlaczego człowiek ginie od klątwy i przekleństwa. Zdanie antropologa Stevensona

Istnieje starożytna historia o tym, jak pewnego mędrca spytano, wskazując na cmentarz: „ilu z tych ludzi umarło na skutek złorzeczeń? Zapewne połowa z nich zginęła na skutek klątw i przekleństw?” Na co mędrzec odpowiedział, że prawie ci wszyscy ludzie zginęli w wyniku złorzeczeń. Rzucenie uroku spowodowało śmierć 99 procent ludzi pochowanych na cmentarzu.

Jeśli dobrze się zastanowić, ta odpowiedź jest mądra. Jest to starożytne wyobrażenie na temat psychosomatyki, na to jak organizm ludzki reaguje na stres, na toksyczny kontakt. Chcąc przełożyć odpowiedź mędrca na współczesny język, powiedział on mniej więcej tak: większość ludzi przedwcześnie umiera na skutek cierpień, które zadają im inni ludzie, zawistni i źli. Okrutni i agresywni. Ludzie zaczynają chorować, bo organizm atakują chorobotwórcze zarazki i złośliwe komórki. Ale przyczyną pierwotną jest atak psychologiczny oraz „psychiczne zarazki”, jak nazywał to akademik Biechtieriew.

Była to odpowiedź pełna głębokiej mądrości. Większość zmarłych skróciła czas swego życia na ziemi przez otrzymane ciosy i wpływy psychologiczne, którym nie zdołali się sprzeciwić. Na tyle jest ważna obrona psychologiczna, o której po upływie kilkuset lat zaczął pisać Hans Selye i inni autorzy. Jednak od czego ginie człowiek, jaki jest mechanizm działania negatywnych wpływów?

Jest to paraliż współczulnego układu nerwowego – tak określili antropolodzy przyczynę śmierci ludzi na skutek toksycznego kontaktu. Strach, trwoga, złe wspomnienia, prześladowania i oczekiwanie na cios. Współczulny układ nerwowy odpowiada za pracę serca, zwiększa drożność dróg oddechowych, hamuje funkcję wydzielniczą przewodu pokarmowego, ogólnie rzecz biorąc odpowiada za podtrzymanie organizmu w stanie czynnym.

Układ ten uaktywnia się przy obciążeniach fizycznych. Włącza się również do działania w momencie aktywności fizycznych, przy reakcjach emocjonalnych, przy odczuciu bólu i przy utracie krwi. Włącza się, ale nie jest w stanie się wyłączyć jeśli negatywny wpływ nie mija. Jeśli pozostaje trwoga, strach, napięcie, oczekiwanie złego…

Organizm „przepala się” jak komputer, który się zawiesił i nie może się wyłączyć. Tak jak jakikolwiek sprzęt gospodarstwa domowego pod dużym napięciem. „Przełączyć” siebie samodzielnie jest ciężko, czasami niemożliwe. Spowodować przełączenie współczulnego układu nerwowego na przywspółczulny, wegetatywny, który jest w stanie zapewnić zbawienną ulgę, pozwoli zgromadzić zasoby niezbędne do walki i odzyskania sił jest bardzo trudne do wykonania samodzielnie.

Dlatego zły człowiek ciągle dąży do tego, żeby o sobie przypominać. Wykańcza obiekt swego ataku; zabija, nie dotykając fizycznie, nie pozwala mu wyjść z ringu i trochę odpocząć, zebrać siły. Jest to właśnie fenomen negatywnego wpływu psychologicznego. Tego, który niegdyś w medycynie ludowej był nazywany złym okiem, urokiem, złorzeczeniem. Człowiek zostawał pozbawiony sił i chorował po konflikcie z zawistną i złą osobą.

Ratunkiem na to jest umiejętność przełączenia się. Zdolność nie powracania myślami do sytuacji traumatycznej. Zapewnienie sobie możliwości otrzymania wsparcia i odpoczynku. Trzeba zostać poza ringiem, a specjalista niech wachluje ręcznikiem i podsuwa zwycięskie myśli, niczym bokserowi podczas przerwy. O ile ta walka jest potrzebna dla zwycięstwa.

Jeśli nie ma sensu się bić, można udać się w ustronne miejsce, do grona życzliwych przyjaciół. Niech zły człowiek okłada sam siebie. W każdym razie ratunkiem jest odpoczynek i przełączenie się. Ten, kto potrafi się przełączyć, leczy rany i odzyskuje siły. Ale najważniejsze jest to, że siła przełączenia się powinna być mocniejsza od siły ataku, ciosów, które wywołują paraliż systemu nerwowego. Jest to zasadniczy warunek ratunku.

Tyle że dobro zazwyczaj jest słabe, bo istnieje błędne mniemanie, że dobry człowiek nie powinien się bronić. Nie powinien walczyć i odpłacać pięknym za nadobne, a nawet z pogardą nie powinien się oddalać od agresora. To duży błąd. Ten, kto się nie sprzeciwia ginie w pierwszej kolejności. Dowodem na to są liczne obserwacje i eksperymenty. Ofiary wpływów, które z pokorą się pokładały i czekały na zgubę, ci co w konflikcie byli zmuszeni milczeć i znosić obelgi momentalnie opadali z sił i zaczynali chorować. Albo ginęli.

Dlatego jest jeszcze jeden sposób – działanie i ruch. Kiedy brakuje siły psychicznej i możliwości trzeba zacząć się ruszać, przemieszczać się i uciekać. Nawet bieganie w miejscu jest ratunkiem, podskoki i skłony; choć brzmi to komicznie, ale tak jest. Jeśli po toksycznym kontakcie pójść na salę, albo popływać w basenie, ryzyko paraliżu gwałtownie spada. Stan się polepsza.

Tubylec, który po przekleństwie szamana poszedł na polowanie i wziął udział w wojnie z obcym plemieniem pozostał cały. Natomiast ci, co z pokorą legli na ziemi – zginęli. Dlatego myślowe przełączenie się można zamienić fizyczną aktywnością. To również pomaga poradzić sobie z ciosem psychicznym.

Anna Kirjanowa
zen.yandex.ru/media/anna_kiryanova

Tłumaczenie: Tatiana Jankowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *