Co się dzieję, kiedy jednemu dziecku daje się cukierki drugiego

Nie jest przykro, kiedy nie ma czekolady, wystarczą irysy. Pod warunkiem, że każdemu się da po irysie. Niech nawet nie będą one zbyt smaczne, zleżałe, ale wszystkim po równo. Przykro i ciężko na sercu jest wtedy, kiedy to jednemu się daje czekoladkę i głaszcze się po główce, a drugiemu – zleżałego irysa. A czasem tylko papierek do oblizania. W kawiarni dzieciom na deser podano lody z truskawkami. Pełen pucharek lodów z trzema świeżymi truskawkami na wierzchu. To mama zamówiła dla dzieci łakocie. Przecież mama kocha swoich synów. Pulchny chłopczyk, ten młodszy, szybko zjadł swoje truskaweczki, bardzo mu zasmakowały. Po czym chłopczyk przytulił się do mamy i zaczął skomleć cichutko, szepcząc jej coś na uszko. Po czym mama powiedziała do starszego chłopca srogo: „Wołodia, oddaj truskawki Wanieczce. Jesteś już duży. Lodów jest pełen puchar, w zupełności się najesz!”

Jakże się wydłużyła twarzyczka Wołodzi… Błagalnym wzrokiem popatrzył na mamę. Ale mama srogo na niego spojrzała. Chłopiec westchnął i przełożył łyżeczką truskawki do pucharka brata. Jakże mądry uśmiech przebłysnął na twarzy Wanieczki! Z jaką wyższością zerknął on na starszego brata! Jak powoli i ze smakiem zaczął jeść truskawki, trzymając je za zielone ogonki…

Co pani robi, mamo? – chciałoby się powiedzieć, ale nie wolno się wtrącać.

Wołodia dłubał łyżeczką w lodach, a mama powiedziała, że nie trzeba było prosić o lody, jeśli się nie ma na nie ochoty. Zobacz z  jakim smakiem zajada Wanieczka!

Zajadać to on zajada, tyle że jak tak dalej pójdzie, nie wyjdą na zdrowie młodszemu ani truskawki, ani to wszystko co zabiera się bratu z dorosłym imieniem „Wołodia”. W rodzinie gdzie jeden jest „wanieczką”, a do drugiego sugestywnie się zwraca imieniem dorosłej osoby, nie ma sprawiedliwości i prawdziwej miłości. Łamanie zasad sprawiedliwości ma negatywny wpływ na los potomków i dziecka. Nawet jeśli się kocha jednego bardziej, tajemnicze są zakątki serca ludzkiego! – nie należy chociażby łamać zasad sprawiedliwości w tak jawny sposób. Zadawać cios swojemu dziecku.

Dziecko wyrośnie, ale zapamięta te truskawki. Wygląda na to, że tak ciągle się dzieje pomiędzy mamą a synami. Wanieczkę się nosi na rękach i nieustannie obcałowuje się jego pulchne poliki. Chudziutki Wołodia zaś sunie za mamą, ciągnąc wór rzeczy i zabawek. Mama nawet się nie ogląda, lecz pokrzykuje władczo: „Włodzimierze, przebieraj nogami!” A różnica wieku pomiędzy dziećmi jest niewielka. Tyle że młodszy ryczy grubym głosem, kiedy się go stawia na ziemię i uprasza się, żeby szedł samodzielnie. Myślę, że z wielką przyjemnością pojechałby on wierzchem na Włodzimierze.

Bywa tak nie tylko w rodzinie. Tak bywa i w pracy. Sympatycznemu ulubieńcowi oddają cudze truskawki i noszą na rękach. Niech noszą! Nie w tym rzecz. Rzecz w braku sprawiedliwości, nawet małpy to rozumieją. Kiedy to za wykonanie tego samego zadania jednym małpom dawano winogrono, a drugim ogórki. Te, z ogórkami były smutne i źle wykonywały późniejsze zadania. Było im przykro. Ludziom też jest przykro. Takie traktowanie ma swoją nazwę – poniżanie.

I nie należy się dziwić, jeśli Wanieczka przez całe życie będzie żądał cudzych truskawek. Władimir natomiast nie będzie wierzył w miłość i sprawiedliwość…

Anna Kirjanowa
zen.yandex.ru/media/anna_kiryanova

Tłumaczenie: Tatiana Jankowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *