Atakują najbliżsi. I stają się obcymi

Wykład był o szkodliwych ludziach. Psycholog opisywał ich cechy; mówił, że tacy ludzie pozbawiają wartości osiągnięcia i uczucia. Zjadliwie żartują i mogą zhańbić publicznie. Z radością zauważają każdą porażkę i natychmiast potrafią znieważyć. Wypytują, zdobywają informację, przekazują innym i sami też wykorzystują ją po to, by zadać cios z większą siłą. Zmuszają do tłumaczenia się i uważają, ze im się należy. Należy się im i koniec… Mówił, że przed takimi ludźmi należy się bronić; a jeszcze lepiej jest od nich odejść. Nie ma sensu znosić takie traktowanie. Można zachorować i nawet zginąć.

Wykład się skończył, a jeden z mężczyzn powiedział: „Ale jak można odejść? Jak? A co jeśli jesteśmy skazani na kontakt z takim człowiekiem?” Psycholog ponownie wyjaśnił, że organizmowi tego nie da się wytłumaczyć. I, bez wątpienia, zdrowie zostanie zniszczone. A zdrowie jest ważniejsze, niż chęć bycia dobrym! I wtedy mężczyzna ze smutkiem przyznał, że żona go znieważa i obraża. Zauważa wszystkie porażki i z drwiną nazywa go „krzyworękim” albo „idiotą”. Opowiada intymne szczegóły swojej matce. Może przy wszystkich wyzwać i nakrzyczeć… O niczym nie można z nią porozmawiać; natychmiast zaczyna się sprzeczać i go poniżać. Opowiedział to z goryczą, po czym dodał, że miał już dwa zawały. Co teraz robić?

Doszli też inni słuchacze. Niektórzy powiedzieli: „a ja mam taką matkę!”, „to wypisz-wymaluj mój mąż”, „tak się zachowuje moja siostra”… Okazało się, że w ten sposób zachowuje się wiele bliskich osób. Obcy sobie na to nie pozwalają, bliscy, natomiast, stosują chwyty poniżej pasa i zjadliwie dogryzają. Okazało się, że szkodliwymi ludźmi są najbliżsi. Na tym polega problem.

Agresja wewnątrzgatunkowa jest o wiele groźniejsza niż międzygatunkowa; zoopsycholodzy o tym dobrze wiedzą. Obcych bardziej się obawiają niż swoich. Obcy ucieknie natychmiast, albo odpowie w sposób adekwatny. Może uderzyć! Albo znieważyć publicznie. Swój zaś jest niegroźny. Można go obrażać ile się chce. Swój też jest bardziej przystępny; znane są wszystkie jego słabe strony. W te słabe miejsca właśnie zadają ciosy. A potem „naciskają” na sumienie i na poczucie odpowiedzialności. Przypominają: „jesteśmy z jednej krwi. Nie możesz odejść!”

Bliscy ludzie, którzy tak się zachowują, przestają być bliskimi. Agresor i dręczyciel staje się obcym. I przed zjadliwymi napadami zaczynają się bronić; albo zrywają kontakty. Jeśli agresor posiada rozsądek i darzy miłością, – zmieni zachowanie. Jeśli zaś nie zaprzestanie swoich złowrogich poczynań, znaczy to, że wcale mu na was nie zależy. Nie obchodzi go wasz zawał, wasz ból i wasze cierpienie… Trzeba zachować dystans; co najmniej psychologiczny. Nie wymieniać się informacją, nie oczekiwać pomocy i zrozumienia, nie otwierać się…  I nadal zapewniać takim ludziom opiekę, o ile macie obowiązek zapewniać im opiekę, – oto, co powiedział psycholog. Nie ma innego sposobu, by uratować siebie, po prostu nie ma…

Anna Kirjanowa
zen.yandex.ru/media/anna_kiryanova

Tłumaczenie: Tatiana Jankowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *